
Dla ziemniaczka <3 (tak, Cysia to ty xd)
Słyszę jak kostka, którą wyłożony jest podjazd, ugina się pod ciężarem samochodu, w którym siedzę.
- Weź torbę - mówi - jest lekka. - sprostowuje i uśmiecha się do mnie. Wiem, że jest zdenerwowany, tata nigdy nie widział w nim dobrego człowieka. Zawsze León był dla niego kimś złym, tajemniczym i nie godnym mojego serca. Nie widzieli się kilka dobrych lat, ale i tak jestem prawie pewna, że w ich stosunkach, nic się nie zmieni.
-Violu, tak za tobą tęskniłam - z drzwi wybiega ciocia Suzanne.
- Cześć ciociu, ja również - odpowiadam radosnym głosem, pomieszanym ze śmiechem - Poznaj mojego.- jak ja nienawidzę się zawieszać! - chłopaka.
- Miło mi. León - szatyn wyciąga w stronę cioci dłoń.
- Po prostu Suzanne, chłopcze - przytula go mocno do siebie. Twarz León'a w tym momencie wyraża zdziwienie. Fakt, nie często zdarza ci się być przytulanym przez obcą kobietę.
- Faktycznie jesteś przystojny! - ciociu nie wiem czy pamiętasz, ale on, jest mój! - Viola tak dużo mi o tobie opowiadała! - krzyczy szczęśliwa. León jej się spodobał. Zdecydowanie za bardzo. Znam ciotkę na tyle dobrze, że wiem, iż jej podświadomość mogłaby podsunąć jej pomysł odbicia mi León'a.
- Mam nadzieję, że o samych pozytywach.
- Ależ oczywiście! - chichocze ciotka. W porównaniu do ojca, ona uwielbiała (i nadal uwielbia) wszystkich moich chłopaków. Każdego akceptowała.
- Cześć tatusiu - szepczę, gdy zza rogu drzwi wyjawia się mój tata - człowiek, któremu zawdzięczam życie; zawdzięczamprawie wszystko.
- Witaj kruszynko. Tęskniłem - uśmiecham się głęboko na te słowa -Tato, pamiętasz León'a. - moje spojrzenie schodzi z oczu taty na stojącego obok mnie szatyna, czuję się strasznie zawstydzona, przez co moja głowa schylona jest na dół.
- Witaj Leónie, dawno cię nie widziałem, nawet nie wiesz, jak bardzo się za tobą stęskniłem - uśmiecha się baaaardzo sztucznie i mocno ściska rękę mojego faceta. Wiem, że szatyn zaraz straci czucie w ręce, ale nie reaguję, musi sam sobie poradzić. Chociaż raz.
- Panie German, również jest mi niezmiernie miło, znowu pana widzieć. - syczy po czym przybiera dumny uśmiech. Cały czas ich dłonie trwają w uścisku.
- Wasz pokój jest już przygotowany, zapraszam. - pap stara się ukryć to, że uśmiecha się sztucznie i udaję mu się to, ale nie na tyle, żebym ja w to uwierzyła.
Aha. Mogę wywnioskować tylko jedno: szykuję się "miły czas".
Patrząc w oczy mojego skarba, wiem, że nie potrzebuję niczego więcej. Tańczymy wolnego. Ja w sięgającej ziemi, przylegającej, białej koronkowej sukience wraz z białym wiankiem we włosach, natomiast on ubrany w garnitur. Piosenka Rude doskonale nadaje klimatu jak to, że oprócz nas jest tu tylko parę osób. Wyglądamy jakbyśmy teraz tańczyli na naszym weselu, które zostało wyprawione tak, aby nie dowiedział się o nim mój ojciec. Ale - jest idealnie. Co jakiś czas, patrząc nie przerwanie sobie w oczy, szepczemy do siebie słodkie słówka. Ciszę przerywa on:
- Mogłabyś jutro wyjść razem z Suzanne z domu - pyta z nadzieją, uśmiech nie znika mu z twarzy i nadal patrzy w moje oczy.
- Dlaczego skarbie, coś się stało? - pytam lekko przejęta.
- Chciałbym porozmawiać z twoim tatą. - jest zdezorientowany i zdenerwowany.
- Dlaczego? - pytam zdziwiona.
- Chodź. - odwraca się do mnie tyłem i trzymając mnie za rękę, ciągnie mnie do wyjścia.
Stoimy na ma pomoście, nie odzywamy się do siebie. Nadal nie wiem, dlaczego León mnie tu zabrał. Opieram się o barierkę, która broni mnie przed wpadnięciem do wody. Czuję niewiedzę - niewiedza to nie służące uczucie dla ciężarnych. Za pół roku, na rękach będę trzymać Miley.
- Violu - szepcze. Wnioskuję tym, że mam się odwrócić, tak też robię.
- Violu, ja chciałbym się ciebie o coś zapytać. - w tym momencie mój świat się zatrzymał; León klękną na kolano.
- Czy masz ochotę mnie poślubić? - pyta.
14 kom - next.
- Cześć ciociu, ja również - odpowiadam radosnym głosem, pomieszanym ze śmiechem - Poznaj mojego.- jak ja nienawidzę się zawieszać! - chłopaka.
- Miło mi. León - szatyn wyciąga w stronę cioci dłoń.
- Po prostu Suzanne, chłopcze - przytula go mocno do siebie. Twarz León'a w tym momencie wyraża zdziwienie. Fakt, nie często zdarza ci się być przytulanym przez obcą kobietę.
- Faktycznie jesteś przystojny! - ciociu nie wiem czy pamiętasz, ale on, jest mój! - Viola tak dużo mi o tobie opowiadała! - krzyczy szczęśliwa. León jej się spodobał. Zdecydowanie za bardzo. Znam ciotkę na tyle dobrze, że wiem, iż jej podświadomość mogłaby podsunąć jej pomysł odbicia mi León'a.
- Mam nadzieję, że o samych pozytywach.
- Ależ oczywiście! - chichocze ciotka. W porównaniu do ojca, ona uwielbiała (i nadal uwielbia) wszystkich moich chłopaków. Każdego akceptowała.
- Cześć tatusiu - szepczę, gdy zza rogu drzwi wyjawia się mój tata - człowiek, któremu zawdzięczam życie; zawdzięczam
- Witaj kruszynko. Tęskniłem - uśmiecham się głęboko na te słowa -Tato, pamiętasz León'a. - moje spojrzenie schodzi z oczu taty na stojącego obok mnie szatyna, czuję się strasznie zawstydzona, przez co moja głowa schylona jest na dół.
- Witaj Leónie, dawno cię nie widziałem, nawet nie wiesz, jak bardzo się za tobą stęskniłem - uśmiecha się baaaardzo sztucznie i mocno ściska rękę mojego faceta. Wiem, że szatyn zaraz straci czucie w ręce, ale nie reaguję, musi sam sobie poradzić. Chociaż raz.
- Panie German, również jest mi niezmiernie miło, znowu pana widzieć. - syczy po czym przybiera dumny uśmiech. Cały czas ich dłonie trwają w uścisku.
- Wasz pokój jest już przygotowany, zapraszam. - pap stara się ukryć to, że uśmiecha się sztucznie i udaję mu się to, ale nie na tyle, żebym ja w to uwierzyła.
Aha. Mogę wywnioskować tylko jedno: szykuję się "miły czas".
Patrząc w oczy mojego skarba, wiem, że nie potrzebuję niczego więcej. Tańczymy wolnego. Ja w sięgającej ziemi, przylegającej, białej koronkowej sukience wraz z białym wiankiem we włosach, natomiast on ubrany w garnitur. Piosenka Rude doskonale nadaje klimatu jak to, że oprócz nas jest tu tylko parę osób. Wyglądamy jakbyśmy teraz tańczyli na naszym weselu, które zostało wyprawione tak, aby nie dowiedział się o nim mój ojciec. Ale - jest idealnie. Co jakiś czas, patrząc nie przerwanie sobie w oczy, szepczemy do siebie słodkie słówka. Ciszę przerywa on:
- Mogłabyś jutro wyjść razem z Suzanne z domu - pyta z nadzieją, uśmiech nie znika mu z twarzy i nadal patrzy w moje oczy.
- Dlaczego skarbie, coś się stało? - pytam lekko przejęta.
- Chciałbym porozmawiać z twoim tatą. - jest zdezorientowany i zdenerwowany.
- Dlaczego? - pytam zdziwiona.
- Chodź. - odwraca się do mnie tyłem i trzymając mnie za rękę, ciągnie mnie do wyjścia.
Stoimy na ma pomoście, nie odzywamy się do siebie. Nadal nie wiem, dlaczego León mnie tu zabrał. Opieram się o barierkę, która broni mnie przed wpadnięciem do wody. Czuję niewiedzę - niewiedza to nie służące uczucie dla ciężarnych. Za pół roku, na rękach będę trzymać Miley.
- Violu - szepcze. Wnioskuję tym, że mam się odwrócić, tak też robię.
- Violu, ja chciałbym się ciebie o coś zapytać. - w tym momencie mój świat się zatrzymał; León klękną na kolano.
- Czy masz ochotę mnie poślubić? - pyta.
Kto zgadnie co odpowie Violka, dostanie 1000 punktów.Kamuflaż.
14 kom - next.